sobota, 7 kwietnia 2018

Me from the country

So me got to be funky,
funky!

Dziś jem śniadanie w swoim drugim domu.
Geez, to był dopiero długi homecoming!

Mieć wszystko i tego nie rozumieć?
I odpychać to od siebie?
I uciekać i obrażać się na swój dobrostan?

To potrafi tylko wielki biedak...

Anna Maria Jopek śpiewała, że
Pieniądze szczęścia nie dają i szczęście to już dobrze jest mieć wcześniej

Szczęście jest, czas na resztę i po to tu jestem.
Stay tuned!
Na pewno będą działy się cuda!!!

piątek, 6 kwietnia 2018

Weißt Du, dass Du mich in der Badewanne siehst?


Może i o 14-tej jadłam kartofle z kiszoną kapustą w Barze Mlecznym Ostródziak,
ale o 20-tej...

miałam już sushi tak jak Uber Eats.

Pożegnałam się z Wioską w sposób dość alegoryczny,
albowiem stanął na mojej drodze sławetny Bodek, o którym tu wczoraj wspominałam,
i wycałował mi dłoń mówiąc, że "Ola to od zawsze pięknie wyglądała".

W stolicy lud dosłownie rozlał się na chodniki, bulwary i trawniki,
a kiedy przed 19-tą zawoziłam AleMężczyznę do WDD w PKiNie,
miasto wyło klaksonami i syrenami ambulansów.

Pod Pustelnią oddałam króliczka w trzy pary dobrych, malutkich rąk
Saszy, Kuby i Amelki,
a sama zadzwoniłam do drzwi swojego mieszkania.

Otworzył mi Pan Paweł.

Pan Paweł odnawia mi wnętrza.
Już prawie skończył - salon, przedpokój i sypialnia gotowe.
Zostały malutka łazienka i moje dawne biuro.


Pan Paweł wybił mnie z mojej rutyny
i zmusił do ponownego zdefiniowania siebie w czasoprzestrzeni.

Siedziałam osłupiała.
W pokoju wszystko nowe, śliczne, gładkie i
całkiem nowy kolor.
Nie byłam w stanie nic ugotować.
Zamówiłam sushi tak jak Uber Eats.

Dzisiaj szukajcie mnie na Serockiej i na Hożej.

PS Zastanawiacie się, o co chodzi z tytułem wpisu, tak?
Kiedy jadłam tę kiszoną kapustę w Ostródziaku, napisał Holly.
Jego internetowy translator przetłumaczył także angielską część wczorajszego wpisu
and it went a little something like this:

Wir sind die Besten
Ich weiß nicht, ob du es ertragen kannst.
Weißt du, dass du mich in der Badewanne siehst?
Was auch immer, Mann 

Jak widać, każdy ma takiego translatora, na jakiego zasługuje,
Albo translatorkę...
P&P

czwartek, 5 kwietnia 2018

We the best

I don't know if you can take it
Know you wanna see me ...
Whatever, man

Mam to i dziś ruszam.




Lepiej niech tam będzie ciepło,
bo nie wiozę żadnych czapek ani nart.

Wczoraj był piękny dzień na przygotowania do podróży.
Szpaki, kosy, kwiczoły, wróble, kawki i sikorki zrobiły z trawnika magiczny, latający dywan,
a do sypialni z wolna wdzierał się swąd palonych śmieci.
Bodek naprawiał swój motor u Bormana klnąc, na czym ziemia stoi,
i w końcu poczułam, że żyję.
Ach...

Wszystkim nam tu wiosna wybuchła prosto w twarz i przykro opuszczać tę scenerię, ale
a girl's gotta do, what a girl's gotta do.
Dzisiaj jeszcze podskoczę do Iławy i po południu jedziemy do Warszawy,
skąd w sobotę lecę na swoją #champagnecampaign.
Sama.




Być może nie ma na świecie piękniejszego cudu, niż mężczyzna,
który dojrzał do miłości.

Pani w tym pobędzie.
Pani to sobie przemedytuje.
Frida

środa, 4 kwietnia 2018

W **** billboardów za Polską, Europa

Gdyby nie dokładnie dwie osoby w mojej fejsbukowej bańce, nie wiedziałabym, nie pamiętałabym, że przedwczoraj była rocznica śmierci PrzywódcyGangu.

Dla mnie, wychowanej w Niemczech, to postać niejednoznaczna, czemu - o dziwo - dawałam wyraz jeszcze przed wyjazdem z Polski. Rzecz miała regularnie miejsce w ostatnim pokoju moich dziadków - pokoju do modlitwy i śmierci, bo tylko w takich celach pokoju tego używali tak zwani dorośli. Co innego ja, dziecko. Czasami, od święta, spałam tam na rozkładanej wersalce wraz z jakąś Siostrą pod wielką, ciężką pierzyną z naszych gęsi. W tymże pokoju wisiała płaskorzeźba SzefaGangu, którego nakazano mi kochać. Ja jednak nie potrafiłam oddać się tej relacji ot tak, bez refleksji i zaczepnych kuksańców zniewagi. Ale to może temat na inną rozprawę...

Pomijając oczywiste zasługi tego człowieka dla losów Polski, pomijając wielce kontrowersyjną postawę w obszarach antykoncepcji chroniącej przed HIV, równouprawnienia kobiet i mężczyzn czy też pedofilii w Kościele katolickim, ceniłam sobie Jego postawę wobec kwestii przebaczenia.

Przebaczenie jest kluczowym krokiem ku szczęściu i zdrowiu emocjonalnemu.
Przebacza się tylko i wyłącznie dla siebie i dla własnego dobra.
Przebaczenie to nie jest żadna łaska, to paląca konieczność.
Believe me sweetie, nie chcesz targać tego syfu przez całe życie.
Zrzuć to z siebie, spróbuj zrozumieć, poczuj drugiego człowieka i idź naprzód.
Podobało mi się, jak to zrobił z tym zamachowcem.

Ale nie byłabym sobą, gdybym w kółko nie przypominała o tyci, tyci drobnym szczególiku:



To jest dorosłość,
chciałaś jej od podstawówki...

wtorek, 3 kwietnia 2018

Pussy



Co do zasady, mój brukselski kolega przesyła mi zdjęcia -
a to swojego autorstwa, a to ze sobą w roli głównej.

Ostatnio jednak przesłał Cipkę:

https://www.arte.tv/de/videos/075705-000-A/pussy/

To jest film Renaty Gąsiorowskiej, o którym można było przeczytać w G'rls Room rok temu:



Bardzo się ucieszyłam z tego filmu!
I cóż miałam odpowiedzieć koledze oprócz

Boy, I'm drinking?

Co za pech, że Go nie będzie w sierpniu, kiedy Półkowniczki mają swój zagraniczny występ gościnny w Brukseli!
Galeria WhereNowhere, by the way.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Pół Biggie, pół Elvis

Pamiętacie wpis wielkanocny sprzed dwóch lat?
Pozwólcie, że zacytuję:

Bo ludzie już widzieli w Gali, jak wygląda szczęście i będą je teraz wpierdalać garściami w drodze nad Bałtyk. Jeszcze co prawda za zimno na kajta, ale na przygotowania do triatlonu w sam raz.

Boso.

Teraz się biega boso, helllloooooo!

Już pół YPINu to wie.



Taki Maks, Miko czy choćby mały Stanisław będą wykwintnym dodatkiem do SUVa. Wysypią się stamtąd jak lentilky w swoich kolorowych kamizelkach, adidasach, długich loczkach i pobiegną przez parking. W restauracji najwyżej da im się po smartfonie i będzie spokój. 
„Chodź FiFi, mamusia da komórkę, chodź. FiFi!!!!! Nie słyszysz, jak mamusia cię woła??!!” Roczna/roczny (?) FiFi zaliczy glebę w swoim gustownym dresiku by Risk made in Warsaw zanim podejdzie do stolika, a tam tatuś zapyta panią: „Czy są kopytka dla małego stworzenia?”



Mordor na występach gościnnych w I’ku.

Przed każdym dłuższym weekendem ten sam cyrk w restauracji nad rzeką,

a ZdrowyW dziś (bardzo, bardzo wyjątkowo) w samym oku cyklonu,

bo mu się gotować nie chciało.

Gruby błąd.

Uciekł z Rajchu, to go w Warszawie dogonili.

Uciekł z Warszawy, to mu w I’ku depczą po piętach.

Mordorska Armia Niepewnych.

Dziś nie ma już restauracji nad rzeką, bo drogę przenieśli.
Dziś ja mam sukienki z Risk. Bardzo sexy są, nie powiem.
Dziś uważam, że Młody FiFi jest jednym z najzdolniejszych raperów, poetów, twórców młodej generacji. Ten utwór uważam za genialny pod każdym względem.

Taco dokonał cudu i wniósł miłość tam, gdzie dotąd królowały mizoginia i chamskie porno.
Być może Taco nauczy młodych mężczyzn nie wstydzić się tego, co w życiu jedynie najważniejsze?

Bardzo Mu kibicuję.



A Ty, Bejb, daj już spokój z tym Netfliksem,
bo przecież lecę do Ciebie.

Nur noch fünfmal schlafen.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Męki Pańskie


- Jak w tym roku Wielkanoc?
- Jak zwykle…
Oh, Fuck! Weź…

Mój już tydzień wcześniej rozpoczął przedświąteczne porządki.
Ja w tym czasie przezornie zostawałam dłużej w pracy, żeby przypadkiem mnie do tego nie zaciągnął. I dobra, nadgodziny będą, to się na majówkę gdzieś pojedzie.
Kafelki, szafki  i framugi.
Okna, wiadomo.
Pranie firan, trzepanie dywanów i szorowanie podłóg – cały ten program obowiązkowy.
Ja tylko podjechałam do myjni i umyłam samochód.
I git. Mam spokój.

Kilka tygodni temu buszował po galeriach i kupił w Tesco cały koszyk ozdób świątecznych: te wszystkie paskudne zajączki, pastelowe serwetki, świeczki w kształcie jajek. Ta cała pierdolona świąteczna chujowizna z Chin. Potem siedział wieczorami i robił wydmuszki. Oklejał piórami, konfetti sztancował. Na blogu o stylowym życiu znalazł instruktaż kaligrafowania etykietek z imionami gości, więc w tym roku będzie jak u szlachty. Wujek Józek, ciocia Lodzia, te wszystkie Sebusie, Srusie, wszyscy będą mieli kartkę z imieniem i zajączkiem. Kazał mi kupić na bazarku gałązki brzozy do udekorowania stołu. Ma te wydmuszki, to je sobie tam powiesi. W zeszły weekend obdzwonił wszystkich i uzgodnił świąteczne menu. Wędliny wędzi sam w naszej wędzarni na działce. Przez te wszystkie wyklejanki i wędzonki dość późno zorientował się, że zapomniał zrobić sobie termin w Barber shopie i denerwował się, że nie będzie miejsc, ale jakoś się udało: dwa dni przed Wielką Sobotą. No, najwyżej sobie na lakier postawi włosy. Na święcenie koszyczka jeszcze powinny się trzymać. O, do koszyczka szmatę taką kupił i już wykrochmalił. I takie małe kurczaczki, tyci, tyci takie. Na grobach też był i wyczyścił lastryko specjalnym środkiem do nagrobków.

Patrzę na to i czasami nie wierzę, że to ten demon seksu, który mi tak szalenie imponował na studiach, jak jeszcze miał swoje pasje, swoich kolegów. Teraz tylko zakupy, sprzątanie, ciuchy, wyjazdy, blogi lajfstajlowe. Ostatnio dzieciaka mu się zachciało. Bo takie śliczne ubranka będziemy mu mogli kupować i robić zdjęcia na instagram, jak pluje szpinakiem.

Dżizas!

Najbardziej w świętach nie lubię tego zrzędzenia: tak się narobiłem, a ty mi nawet nie podziękujesz! Boże, jak ja się umęczyłem. Jestem spocony jak mysz.
Potem w święta wracamy po ósmej z tej Rezurekcji, a on ledwie się do stołu dowlecze, bo – tradycyjnie – w nocy jeszcze do drugiej coś tam pichcił, a potem trzeba było podłogę w kuchni umyć.
Chryste, czy ja go kiedykolwiek prosiłam o to całe sprzątanie, to malowanie jaj, dmuchanie tych pierdolonych wydmuszek? Ogólnie w dupie mam te całe święta, tyle że żarcie w sumie niezłe jest. W telewizji zawsze to samo – papież, jakieś odgrywanie tortur z przybijaniem do krzyża, jajeczka i rzeżucha.
Na fejsa sobie wejdę, ale ile można?
W ogóle to jak można się tak jarać facetem, który zmarł  2000 lat temu, pytam?
Toć to torturo-porno jest.
I on mnie ciąga do tego kościoła, bo tradycja. W piątek już trzy godziny czuwania przy grobie, w sobotę ta święcona padlina, w niedzielę weź tu wstawaj o piątej, bo Chrystusowi się już o 6-tej zachciało zmartwychwstawać.

Przyjdzie ci ta rodzina, dzieciaki wrzeszczą, same się sobą zająć nie potrafią. Siedzę przy stole i myślę sobie: ja pierdolę, kiedy te święta się wreszcie skończą? Odstawić się trzeba, potem w tych ciuchach przez osiedle się przejść. Ja mam w rajstopkach łydki jak baleron przecież. Idziemy z teściami po polbruku, ja myślę już tylko o najebce z koleżankami.

Na szczęście we wtorki po świętach tradycyjnie chodzimy na piwo, żeby się odchamić.
U nich podobnie.
To chociaż sobie na jakieś dupy popatrzymy na mieście, bo ile można w kółko o sprzątaniu i mięsie słuchać?