poniedziałek, 21 września 2015

"Dla Państwa: Walc cis-moll!"





Skomasowana hipsterska niepewność w Charlotte jest dla wrażliwca nie do wytrzymania. Wpadam tam tylko po chleb i od razu uciekam.

O wiele przyjemniej jest po drugiej stronie.
Pod Heritage...
w zupełnie innym towarzystwie!
Brakuje mi go w tym całym Królestwie Lemingów i Hipsterów.



 
Fajnie jest rozpocząć warszawskie przedpołudnie podwójnym esppresso w Delikatesach. Wtedy jest tam piękne światło (i często bywa też piękna Urszula Dudziak). To akurat atmosfera, której mi na wiosce czasami brakuje.







Kto to przeżył, ten zna to uczucie: w niedzielne południe, przy Alejach Ujazdowskich mijasz właśnie wejście do ogrodu botanicznego i stoiska z goframi, kiedy nieśmiało myślisz, że chyba, być może słyszysz jakieś pojedyncze, lodowe dźwięki fortepianu. Jeszcze kilka kroków i płyną do Ciebie całe kaskady tych dźwięków. Wodospady nut. Przyspieszasz, rozglądasz się. Widzisz zmieniające się wyrazy twarzy uczestników zagranicznej wycieczki i ich uśmiechy. Skręcasz w lewo do Łazienek...

 i jesteś w innym świecie.

 A o 16-ej możesz sobie zapodać tę dawkę endorfin jeszcze raz.



No to podajesz sobie jeszcze raz o 16-ej i po kilku minutach rozumiesz sens i (po)wagę konkursu chopinowskiego, a po dwudziestu minutach idziesz do domu.
W tym roku radiowa Dwójka na pewno znowu będzie transmitowała konkurs. 5 lat temu nie opuściłam chyba żadnego koncertu, także teraz bardzo się jaram tym, że już w sobotę (za jedyne 8 złotych) można posłuchać Lukasa Geniusasa w Operze Narodowej w ramach Szalonych Dni Muzyki. Dobre nazwisko ma chłopak. On miał 20 lat, kiedy zajął II miejsce w Konkursie!!!
Piszcie, dzwońcie, jeśli chcecie ze mną iść. Mam bilety na kilka koncertów.
W środę idę na (bezpłatny) koncert Kayah w ramach Skrzyżowania Kultur. Sukcesywnie montuję ekipę. Widzimy się po 18-ej w namiocie pod PKiNeM. Tam zawsze sprzedają kosmiczne płyty i międzynarodowe przysmaki! Już nie mówiąc o kapelach grających na Sounds Like Poland.

Sama w Wielkim Mieście (no, z Velikomisem).
Bosko!

niedziela, 20 września 2015

Czianti, Gnoczczi i Macziato

Zażeraj, zapijaj pustkę w Lemingradzie...


My zdecydowanie wolimy to, co stoi za tym:

 Makes me smile constantly.

sobota, 19 września 2015

"Got a good book and got all in it, tried a ilttle..."

Byłam też biegać.
Przez Grochów Fanatyczny, przez Park Znicza i blokowisko, gdzie kręcono 'Cześć Tereska'.
Z takiej perspektywy trasa wokół Głęboczka zdaje się być na innej planecie.
W mieście ciężko się wbić w trans biegacza. Ciągle trzeba uważać na jakieś przeszkody.
Z drugiej strony - miałam okazję poczuć sens Baumanowskiej 'Ponowoczesności jako źródła cierpień'. Poranna przebieżka jako przeżycie naukowe.


Dziś hipsterskie przedpołudnie na żoliborskim targu śniadaniowym przy kancy - z Prawnikami. Z Aguśkiem ostatnio nie zdążyłyśmy (no, co tu kryć - zawalałyśmy noce). Stamtąd prosto do Lemingradu, gdzie wczoraj na świat przyszła mała Ada ;-) Wczoraj byliśmy jeszcze umówieni na ostatnie wyjście El ninho Kucheninho przed zmianą jego statusu, no i plany się pozmieniały. To pierwsze dziecko w kręgu naszych przyjaciół, a my już wszyscy przecież trochę starzy jesteśmy.
Młodziutki W. mnie totalnie zaskoczył tym, że ma dużo dzieciatych znajomych. My nie!
Ach, ci prawnicy i te emancypantki.

Ale szybko minął ten czas, odkąd Znów księżniczka Anna spadła z konia!
Absio mówiła, że dla niej to jak lata świetlne. Fakt, dla aBsio akurat tak.
(aBsio - baw się, jak należy: szalenie dobrze! Don't stop till you get enough...))

piątek, 18 września 2015

"Tak wam żal chłopaków z Czerniakowskiej, gołębi z Marszałkowskiej

i nawet gdy kochaś odchodzi gdzieś w dal, to zawsze komuś tam go żal."


Kończy się coś, zanim w ogóle mogło się zacząć.
Fuck! A próbowałam przetłumaczyć, jakoś pokazać.
No cóż, życie... (... dziś na zimę ciepły szal.)
Z aBsio siedziałyśmy na ławce na moim Grochowskim tarasie i nasze wnioski popijałyśmy ziołową herbatą od Aguśka. Śpiewał nam Andrzej Zaucha.
A potem nastało obłędne światło i po prostu musiałam ruszyć w dzielnię.




Grochów to taki I'k Warszawy. Dziesięć lat temu stoczyłam z MMM prawdziwą walkę, żeby wynająć tu pierwsze mieszkanie, bo gdy on przyjechał je oglądać, to akurat na równoległej ulicy trwała akcja antyterrorystów niczym z Pitbulla. Dzisiaj nie tylko mieszkamy przy tejże ulicy, ale nawet obok tej kamienicy, gdzie trwała akcja (patrz pierwsze zdjęcie)! Wiecie, tulipan w zakrwawionym brzuchu delikwenta (widziane z naszego tarasu) i te sprawy. Been there, done that...  Mówię - jak na wiosce.
Ja się tu czuję jak ryba w wodzie i sąsiedzi chyba to wiedzą, bo 8 lat temu jeden z nich podarował nam dwa malutkie, śliczne króliczki (a hodował sobie, żeby karmić pytona...). Grubasinho jest z nami do dziś i w tej chwili jego cień majaczy gdzieś w bukszpanach.










Od Euro 2012 po delikwentach ślad zaginął. Chyba gniją w pierdlu.
A i gentryfikacja jest nieubłagana i od roku za winklem mamy fajną, malutką knajpkę z wegetariańskim, wegańskim i bezglutenowym jedzeniem. Jest to lokal po byłej pijalni piwa o nazwie Bar Baron.Yeah!





W tym roku otworzyli przytulny, duży ogródek i akurat tego wieczoru był koncert na żywo z kontrabasem i gitarą basową. Młoda pani w skąpej spódniczce śpiewała piosenki Amy.




"Are you shopping anywhere
Changed the color of your hair
Are you busy?"
(Też moja ulubiona!)



Futra, alkohole, broń, wędki.
Aaaa, takie Grochowskie masthewy...

"To w Koluszkach, w Mińsku, w Chile ja Cię znajdę..."
Sentimental mood na miętowej kanapie.
O, Grubson właśnie łaskawie wrócił z ogrodu.
Wasz Główny Techniczny
(wielkomiejskie alter ego Wieśniaka)

czwartek, 17 września 2015

Baw się

stereotypami.
Człowiek wyglądający jak "stuprocentowa kobieta" czyta w tramwaju Mit urody.
Nikt nie rodzi się kobietą, ale niektórzy tak wyglądają.
Jeszcze inni potrafią zgrabnie odegrać teatrzyk.


- "Jaka jest reakcja, jak Cię tak widzą na dzielni?"
- "Mmmm, dziś na przykład: Oh, shit!"

PS. W taki wieczór to tylko soundtrack do Windą na Szafot i otwarte drzwi tarasowe.
Niebawem aBsio i ja wyruszamy na roadtrip do Holgera. Ten to dopiero ma kolekcję jazzu.
So what, Freddy Freeloader... polecam

środa, 16 września 2015

Pamiętamy...

ale musimy iść do przodu.
I chcemy!!!!!!!!!!!!!!
Dziękuję blondyneczce niedużej!

Ta łyżka...

PS. Moim zdaniem dużo piosenek Zauchy brzmi dzisiaj lepiej w aranżacji Kuby Badacha. "Obecny" to bardzo dobra płyta! Polecił mi kiedyś Rafał (Mamo, pamiętasz? Wejdź tu i posłuchaj.). Często jej słucham w realu. Na Spotify nie ma.

wtorek, 15 września 2015

Impulsywne kupowanie produktów spożywczych, bo

były fioletowe skutkuje tym:

Agussiek kupiła, Główny Techniczny miał coś z tego zrobić.


W jednej patelni dusimy szpinak z czosnkiem i dwiema małymi cebulami. Zalewamy bulionem (pół szklanki) + sól, pieprz.
W drugiej patelni smażymy 2 pokrojone małe cukinie + pół cebuli, na koniec dodajemy drobno posiekaną pietruszkę. Kiedy cukinia jest al dente, a szpinak już uduszony, wrzucamy cukinię do szpinaku i dodajemy ten fioletowy kalafior. Dusimy ok. 5 minut. Przyprawiamy solą, pieprzem, świeżo zmieloną kolendrą i czarnuszką (innych przypraw nie było).

Podajemy z makaronem bezglutenowym i sałatą