poniedziałek, 14 września 2015

"Powiedzieli mi, żebym wsiadła w tramwaj zwany..."

Tennessee Williams ewidentnie był na stażu w naszej wiosce.
Koszmar zwany życiem. System pilnie strzeżony przez jego uczestników i uczestniczki.
Rozdane karty, przydzielone role - na kilka wieków.
BTW, od razu widać, że tę sztukę napisał mężczyzna homoseksualny.



Szkoda, że zabrakło biletów na Kotkę.




Na szczęście w realu seria wybuchów.
I kto ją wywołał?
To the ladies in the house, be proud of yours...

sobota, 12 września 2015

Kto jest kim?

Zderzenie wsi z wielkim światem.
Aioli teraz także przy Świętokrzyskiej.


- "Z jakiego szczepu jest wino domowe?"
- "Nie ma, że ze szczepu. Jest z nalewaka."
aha


Tymczasem na moim podwórku...

Apokalipsa

W Operze Narodowej.
Wyobraźcie sobie Orawę Kilara w wykonaniu m.in. Atom String Quartet, Janusza Olejniczaka (!) i kapeli góralskiej (Sebastian Karpiel-Bułecka naprawdę daje radę) + gitara basowa i perkusja. Najpierw orkiestra, a następnie publiczność rozwaliły tę salę.
Mocny koncert po mocnych emocjach, jakie zafundował nam bufoniasty redaktor Lis na kongresie. Kto go tam zaprosił in the first place??? Redaktorka Rusin na szczęście odpowiednio to skwitowała.
No cóż, jeśli na drzwiach wydziału dziennikarstwa UW może wisieć to:

aBsio, Twój matecznik!

Te trzy po prawej poleciła mi wczoraj profesor Płatek. Zaczynam od Mitu Urody.
Widzimy się w samo południe. Po 16-ej jest ta demonstracja. Kongres wysyła delegację.

piątek, 11 września 2015

"To the ladies in the house, be proud of yours."



Ścieżka dźwiękowa do tego weekendu.
Będzie nas dużo, bardzo dużo ;-)

Czwartek w samo południe. Dzwoni telefon. Sołtys: "Cześć! Masz dziś wolne popołudnie?"
- "Nie. Jadę zaraz do Warszawy na Kongres Kobiet. Czemu pytasz?"
- "Aaaa, rada sołecka musi podjąć decyzje w sprawie dożynek. To co, na wszystko się zgadzasz?"
- "No, na wszystko oprócz mordobicia."
- "To niestety ostatnio było..."
- "Wiem!"

#ZaburzeniaSchizofrenoidalne

Tymczasem w Warszawie:


 (aBsio, nasza kolacja z tego, co było w ogrodzie:
sałata: pomidorki koktajlowe, pół czerwonej cebuli, sałata, oliwa, ocet balsamiczny, sól, pieprz
danie główne: ziemniaki, 2 ząbki czosnku, czerwona cebula: smażyć przez 5 minut na oliwie; zalać bulionem i białym winem; dodać pokrojony mangold, posiekaną bazylię i czarnuszkę i dusić przez ok. 10 minut; dodać pokrojone gruszki i dusić jeszcze 2 minuty, przyprawić solą i pieprzem)
Dziś wieczorem jednak nie Hanna Banaszak, lecz Górecki i Kilar w Operze Narodowej.
Agussiek wynalazała. Kilar - uwielbiam przecież.
("You got the, Roots crew with the sound of course.")

czwartek, 10 września 2015

Same słit focie

Dziś wieczorem (w Warszawie) Agussiek & me będziemy już słuchały playlisty o tej samej nazwie, ale póki A. jeszcze w Rajchu, a Wieśniak na wiosce, publikuję obiecanego posta o futrzakach, aby Ci, kochany Aguśku, szybciej minął dzień w biurze.



Kosma primo voto Kocmoł vel Chewbacca
The artist formerly known as KosmosKosmos & Richard Parker
bardzo, bardzo radosna i jeszcze bardziej przerażona



Szila
dziamgacz-terrorystka
niestety absolutnie niegodna zaufania

Bulusie - dwie słodko-ostre bestie z lasu (znalezione za młodu w kartonie)


czerwiec 2013 r.








Bruno, przydomek Bruneleschi-Wielki Destruktor albo Myśliciel/Kierkegaard
zrobi wszystko dla piłeczki







Coffee/Królewski Czarnuch

Trudno się ją fotografuje, bo bezwzględnie ciągle chce się przytulać.



Ten Lili
kot transgenderowy





Velikomis: Królik-Matka/Velikomisinho/Grubson/Grubasinho
asocjalny królik o stale stosunkowo wysokim poziomie wk&*%$rwu
gustuje w ekscesywnym dziadingu na balkonie albo w poszwie na łóżku, gada przez sen 

Wszyscy są skądś przygarnięci i tak już z nami zostali.

(C ya 2nite! A Ty już możesz wino??? To trzeba uczcić! Zaiste!)

wtorek, 8 września 2015

Zło

Czy byłam skończonym cymbałem, że nigdy nie obrałam tej drogi?
Czy tylko przerażona?

Jechałam rowerem do Parwółek.
Again - zamyśliłam się i zamiast pojechać drogą obok Warszawianki, automatycznie skręciłam w kierunku Głęboczka. Kawałek za bunkrem postanowiłam skręcić w nieznaną mi leśną drogę.


Uznałam, że zapewne i tak wyląduję na polanie koło Haladyna.

I to mnie kompletnie rozwaliło.
Jak można żyć 33 lata i nie wiedzieć, że ma się we wsi krajobrazy jak z Czeskiego Raju albo Ojcowa???





Cóż, wystarczy zawsze chodzić tymi samymi drogami...

Dlaczego żyjemy tak, żeby nie dowiedzieć się, jakie piękno jest na wyciągnięcie ręki?
Ze strachu przed nim? Bo nie może być zbyt dobrze?
Szczęście jest on demand, a my je trzymamy on hold.

Przywołałam aBsio. Zadzwoniła za 10 minut.
Umówiłyśmy się na pływanie w Głęboczku, a ja pojechałam dalej tą drogą, która doprowadziła mnie na polanę Haladyna ;-)


Parwółki nie uciekną.
Skręcam w lewo na Głęboczek.